Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Gorzka lekcja patriotyzmu...

środa, 11 listopada 2009 22:32
Nie potrafimy się cieszyć z takich świąt jak dzisiaj. Nie potrafimy uczestniczyć i świętować takich dni jak 11 listopada, czy 3 maja. A może po prostu nie chcemy? A może jest jeszcze gorzej - nie potrafimy korzystać ze zdobyczy, które dała nam niepodległość, demokracja, wolność...

Oczywiście na różne sposoby będziemy tłumaczyć naszą dzisiejszą nieobecność przed pomnikiem, w okolicznościowych uroczystościach. Część powie, niczym PZPN tłumaczący się z - skądinąd bezsensownej i żenującej - akcji KoniezPZPN, że to przez pogodę była tak marna frekwencja. Inni powiedzą, że im się nie chciało. Demokracja daje prawo wyboru, a wybór padł na ciepłe kapcie, albo - biorąc pod uwagę porę uroczystości - ciepłą kołdrę i poduchę. Ktoś inny stwierdzi, że tak naprawdę nie ma czego świętować. A jeszcze inny zapyta: ale po co było tam być?

 

To smutne, że w taki dzień w blisko stutysięcznym mieście udział w uroczystościach bierze garstka ludzi. I to w dodatku ciągle tych samych. Gdybyśmy odliczyli z tej grupy osoby będące tam niejako z przymusu, obowiązku, z racji pełnionej funkcji (oczywiście nie odmawiam im również takiej patriotycznej potrzeby), to okaże się, że jest to kilkadziesiąt osób, że frekwencja jest podobna do tej z antypzpnowskiej Akcji Znicz. To już więcej osób jest na meczach naszych drużyn, kopiących piłkę w "buraczanych" ligach!

Oczywiście w żaden sposób nie śmiem oceniać motywacji osób przybyłych na uroczystości. Czy zrobili to z przekonania, potrzeby, czy z politycznej kalkulacji, z potrzeby pokazania się, zawodowego obowiązku - tak naprawdę nie ma to znaczenia. Byli, poświadczyli, oddali hołd - nieważne dlaczego.

 

Wielu stwierdzi, że to bzdura, drobiazg, szczegół, rzecz bez znaczenia. Bo przecież nie jest żadną miarą patriotyzmu uczestniczenie w tego typu obchodach. I ja się z tym zgadzam! Patriotyzmu nie da się ani zważyć, ani zmierzyć, ani określić po uczestnictwie (a raczej braku uczestnictwa) właśnie w takich uroczystościach. Ale takie drobiazgi pozwalają zwrócić uwagę, że skoro do nich nie przywiązujemy wagi, to z poważniejszymi sprawami jest już tylko gorzej.

 

Do czego piję? Do aktywności mieszkańców, do zaangażowania w sprawy miasta, do działania. Tego brakuje, to szwankuje. Nie twierdzę, że mieszkańcom naszego miasta brakuje pomysłowości, idei. Z tym jest dobrze. Gorzej jest z wcielaniem ich w życie. A to dziwne, bo przy dzisiejszych możliwościach nie powinno być z tym żadnych problemów. Tak więc - do dzieła!

 

Kiedyś ktoś mi powiedział, że w tekście warto użyć jakiegoś cytatu. Więc używam, kończę Dmowskim: "Jestem Polakiem - to słowo w głębszym rozumieniu wiele znaczy!". A dla Ciebie ile to znaczy? Bycie Polakiem, patriotą, Jaworznianinem, lokalnym patriotą?

Jaworznianin.pl

Wpisy (0) | Napisz co myślisz...

Wisła-Legia z trybuny prasowej

wtorek, 10 listopada 2009 18:45
Mimo przenikliwego zimna trudno szukać jakichś minusów (chyba, że tych w temperaturze) obecności na hicie jesieni - Wisła-Legia w Sosnowcu. Tak, wiem, że nie był to porywający pojedynek, że nie było wcale tak pięknego futbolu jakbyśmy sobie tego wszyscy życzyli i jakiego przecież oczekiwaliśmy. Ale emocje były, atmosfera stworzona przez kilka tysięcy miłośników Białej Gwizady również.

Być tam, to jest coś. Móc obejrzeć to widowisko z trybuny prasowej, oglądać tą całą otoczkę, być na konferencji prasowej to jeszcze większy plus. I wcale nie piszę tego po to, by się pochwalić. Daleki jestem od tego. Celem jest zwrócenie uwagi na całkiem co innego. Na co? Że tak naprawdę na moim krzesłku mógłby usiąść każdy kibic piłki nożnej, który by chciał. Ale nie taki, u którego na chceniu się kończy, lecz taki, który chciałby i jeszcze jest gotowy się o to postarać i powalczyć. Powalczyć rzecz jasna w cudzysłowie. Dlaczego więc tego nie robi?

Możliwości jakie stwarza dzisiejsza rzeczywistość są praktycznie nieograniczone. Ot, wystarczy trochę samozaparcia, trudu i można takie cele jak obecność na Wisła-Legia, Polska-Słowacja, Czechy-Polska osiągnąć całkowicie za darmo! Takie możliwości daje dzisiajn np. Ekstraklasa.net, serwis, w którym mam obecnie przyjemność pracować. Tworzyć coś z kibicami, pasjonatami piłki do dla inynch fanatyków. Kapitalna sprawa! Pytanie, które od dawien dawna mnie nurtuje - dlaczego ludzie z tego korzystają w aż tak dużym stopniu jakby można? Szkoda marnować takie okazje! To wręcz niewybaczalne. A jednak się dzieje...

Wpisy (0) | Napisz co myślisz...

To już dwa lata...

niedziela, 25 października 2009 12:39
I stało się. Jaworznianin.pl ma już dwa lata. Sami nie wiemy, kiedy to zleciało, ale tak właśnie jest 25 października 2007 uruchomiliśmy serwis. Pasja, chęć tworzenia, wiara w to, że można coś zmienić stoją za tym, że zdecydowaliśmy się stworzyć serwis Jaworznianin.pl. I to co dla nas ważne w tym wszystkim, wszystko co robimy bierze się z pasji a nie chęci zysku.

- Idee powstania Jaworznina.pl zrodziła się z pasji, radości tworzenia, ciekawości mechanizmów funkcjonowania różnych instytucji, po części możliwości kreowania rzeczywistości - wspomina Marek Iwaniszyn, pomysłodawca stworzenia serwisu.

Początki funkcjonowania nie były proste. Brak doświadczenia, traktowanie nas z dystansem, brak czytelników czy w końcu brak zaplecza ( jak choćby korzystanie z cudzych serwisów) z jednej strony oraz pasja, zapał i wiara w powodzenie sukcesu z drugiej. Tak zaczynaliśmy. - Dwa lata to zarazem dużo i mało. Dużo bo to przeszło 700 dni, kiedy codziennie trzeba było myśleć o tym o czym i jak napisać. Mało, bo patrząc na początkowe teksty, tematy poruszane na przestrzeni tego czasu, można odnieś wrażenie, że niektóre nie ruszyły ani o krok - mówi Marek.

 

Największym sukcesem a zarazem motorem napędowym tego serwisu stali się Czytelnicy, dzięki, którym Jaworznian.pl może się rozwijać i ewoluować. To właśnie dzięki Czytelnikom ruszył choćby tak popularny ostatnio projekt „Typuj z nami". Sukcesem jest dla nas to, że na łamach naszego serwisu swoje teksty zechciało opublikować ponad 30 autorów. - To dla nas naprawdę ogromny powód do zadowolenia, ponieważ od początku staraliśmy się, aby Jaworznianin.pl stał się serwisem wszystkich mieszkańców, a nie naszym. Bo jak powiedzieliśmy sobie na początku: Jaworznianin.pl to każdy z nas - tłumaczy Dawid Serafin, publikujący w serwisie.

 

- Bardzo dużo radości dają mi komentarze naszych czytelników, którzy niejednokrotnie zaskoczyli mnie swoją przenikliwością i uważnym czytaniem - opowiada Dominik Kasprzyk, który w redakcji jest specjalistą od sportu. - To właśnie te komentarze dają taką pozytywną energię, bo wiemy, że jest odbiór z drugiej strony. Są ludzie, którzy czytają, podpowiadają, wyrażają swoje opinie, ale również poddają nasze teksty konstruktywnej krytyce - dodaje Dawid.

 

- Dzięki serwisowi miałem okazję poznać wielu ciekawych ludzi, poszerzyć swoją wiedzę w różnych dziedzinach a także nabyć bardzo cenne doświadczenia. To, że cała redakcja pracuje społecznie i robi wszystko za darmo, też paradoksalnie ma swoje dobre strony. Dzięki temu cały czas panuje u nas świetna atmosfera. Nie ma wielkiej presji i każdy z nas może rozwijać się w taką stronę jaką chce. Najprzyjemniejsze w tej pracy jest to, że mogę równocześnie realizować swoje pasje, ale także dzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi - opowiada o swojej przygodzie z serwisem Jaworznian.pl Dominik.

 

Prowadzenie serwisu nie zawsze usłane jest różami. - Czasem zdarza się tak, że wszyscy w danym dniu pracujemy, jesteśmy na uczelni, czy po prostu nie jesteśmy w stanie fizycznie przygotować materiału, w takie dni jest szczególnie trudno o mobilizacje do pisania - opowiada Dawid. - Jednak świadomość, że nasze teksty są czytane, że są komentowane, że czasem budzą zainteresowanie albo też dzięki nim udaje się cokolwiek zmienić, zmusić do refleksji czy zastanowienia, daje olbrzymią satysfakcję. I to jednak daje nam siłę by postarać się o tą mobilizację - dodaje Marek.

 

Do tej pory na łamach serwisu Jaworznian.pl ukazało się 1 629 a czytelnicy wygenerowali 5 993 komentarze.

Oczywiście nie sposób wymienić wszystkich, którzy przez te dwa lata mieli wpływ na kształt serwisu. Dziś dziękujemy wszystkim, którzy u nas publikowali, którzy swoją wiedzą, umiejętnościami, radą i (a może przede wszystkim) dobrym słowem wspomagali serwis! Ukłony kierujemy również do wszystkich rzeczników prasowych, przedstawicieli organizacji i instytucji, z którymi się przez te dwa lata stykaliśmy i od których czerpaliśmy informację - Dziękujemy za cierpliwość, rzetelność i dyspozycyjność!

To dzięki Wam to miejsce jest takie jakie jest. A jakie jest? Z wadami i niedociągnięciami (zdajemy sobie z tego sprawę!) ale za to jedyne w swoim rodzaju. Nasze, jaworznickie, obywatelskie;)


Wpisy (0) | Napisz co myślisz...

Markowy trip na Słowenię. Meczowy Maribor

czwartek, 10 września 2009 19:57
Pojawiła się okazja, więc długo się nie zastanawialiśmy - udaliśmy się do Mariboru. Nic to, że nie mieliśmy biletów. Nic to, że szansa ich zdobycia była minimalna. Nie udało się. I nam i piłkarzom. Bilety jednak były, kto je miał? Co działo się przed stadionem? Jak było?

Godzina 1:30, Środa, 9 września 2009, dworzec PKS w Katowicach
Pojawiamy się na dworcu lekko niewyspani i podekscytowani. Obok nas spora grupa kibiców ubranych w biało-czerwone barwy bawi się w najlepsze. Nie przeszkadza chłodna noc. Nasz autobus powinien być za 15 minut.


Godzina 1:55, dworzec PKS
Lekko spóźniony ale jest. Piętrowy autokar, którego celem jest Maribor, wypełnia się do ostatniego miejsca. Ba, chętnych jest nawet w nadmiarze. Niestety - miejsc stojących nie ma.

 

Godzina 2:15, dworzec PKS
Dane podróżnych sprawdzone, wszystko załatwione. Z półgodzinnym opóźnieniem ruszamy przy chóralnych okrzykach "Polska, biało-czerwoni", oraz "pozdrowieniu" Polskiego Związku Piłki Nożnej.


 

Godzina 10:00, gdzieś na austriackiej autostradzie
Planowo o godzinie 11:00 mieliśmy być na miejscu. Tymczasem na jednej z tablic znak, że do Grazu, który był jednym z etapów wyprawy, jeszcze 164 km. Nic to, mecz wieczorem, a atmosfera w autobusie iście kibicowska. Jest Szczecin, Warszawa, Łódź, Wrocław, Katowice, Sosnowiec, Jaworzno... Toczą się dyskusje klubowe przerywane stwierdzeniami "Ale to nieważne - po przekroczeniu granicy wszyscy jesteśmy Polakami, jedziemy na kadrę, kluby nie mają znaczenia".

 

Godzina 11:15, stacja paliw przed Grazem
To już ostatni postój na trasie. Papieros, wc, zakupy i w dalszą trasę.

 

 

Godzina 11:55, Pesnica - granica austriacko-słoweńska
Przekraczamy granicę, na której czeka na nas policyjny radiowóz. Mamy "ogon". Mija pięć minut i mamy nieplanowaną 20-minutową przerwę. Panowie policjanci zatrzymali nas przy szeregu swoich radiowozów i każą czekać. Na co? Chyba na konwój. W międzyczasie mamy okazję popatrzyć na ubierających się policjantów. Wyglądają jakby szli na wojnę. Ochraniacze na każdą część ciała, kamizelki, pałki, kaski. Czy aby nie przesadzają?

 

Godzina 12:30, Maribor
Wjeżdżamy do Mariboru. Stajemy przed samym stadionem. Co z biletami? Część je ma [z puli PZPN-u]. Reszta zacznie zaraz kombinować jak je zdobyć. Jest sporo czasu. Jedno jest pewne - samemu biletu się nie kupi w kasie. Trzeba okazać słoweński dowód.

 

 

Następne godziny, Maribor
Dość przyjemnie przebiega zwiedzanie położonego w górskiej dolinie Mariboru. Sporo gór, olbrzymie ilości plantacji winogrona. Sam rynek też dość urokliwy. Chociaż miasto nie robi wrażenia. Zwykłe miasto, nic szczególnego. Co innego przykuwa uwagę. Maribor przypomina miasto policyjne. Na każdym skrzyżowaniu radiowozy i duże grupy policji. Liczone w setkach, jeśli nie tysiącach. To naprawdę przesada. A na rynku? Sami Polacy! No i słoweńscy policjanci. Prawie jak u siebie. Słoweńców mało, kibiców jeszcze mniej. Sennie.

 

 

Godzina 17:15, przed stadionem
Pojawiają się ... kolejni policjanci. Tym razem na koniach i z pieskami. Konie z...ochraniaczami i czymś co można by nazwać...kaskiem.

 

 

Godzina 18:00, przed stadionem
"Macie bilety?" - to najczęściej zadawane pytanie między polskimi kibicami. Kilkaset ma. Niby miało nie być. Była tylko pula, którą PZPN rozdał działaczom i sponsorom. Jak trafiły do kibiców? Jasna sprawa. Żeby być sponsorem, trzeba jakoś zarabiać, by móc coś sponsorować. Kiedy zarobić jak nie dziś?

 

Godzina 18:15, przed stadionem
Przedsiębiorczy Słoweńcy sprzedają Polakom bilety o wartości 15 euro za 40. Problem w tym, że "białe", a nie "czerwone". Czyli na trybuny dla Słoweńców. Kupujący nie ma gwarancji, że wpuszczą, bo sprawdzają dowody. Część kupuje - "Tyle nas jest, muszą wpuścić" - mówią. My nie kupujemy. Gramy na czas.

 

 

Godzina 18:30, przed stadionem
Pojawia się autokar z ... działaczami PZPN-u. Ci wychodzą, robią sobie pamiątkowe fotki, a kibice gromadzą się w około. Po chwili kilkaset koczujących kibiców rozpoczyna tradycyjne "pozdrowienie" dla związku. Hasła "je..." mieszają się ze sprzedawczykami, złodziejami i głośno skandowanym - "Piłka nożna dla kibiców". Mało nie dochodzi do starcia, gdy jeden z poirytowanych działaczy odwraca się i wykonuje jakieś gesty do jednej z dziewczyn idących za nim.

 

Godzina 19:00, przed stadionem
Bramy otwarte. Jest już jasne - na "białe" nie wpuszczają. "Czerwone" wchodzą. "Biali" też próbują. Kibice krzyczą, "czerwoni", którzy weszli pokazują policji swoje nieopalone pośladki. No i robi się gorąco! Rozpoczyna się starcie kibice("biali")-policja.

 

 

Godzina 19:15, przed stadionem
No i po starciu. Kilkadziesiąt osób zatrzymanych, atmosfera gęsta, że można by ją nożem kroić. Polacy "uwięzieni" przed stadionem. Iść na miasto - niet! Droga zablokowana. Stój. Po jednej stronie leżą "zawinięci", po drugiej stronie barykady kibice. Niektórych wypuszczają. Policjantom puszczają nerwy - pchają wypuszczanych, żeby szli szybciej. - Nie pchajcie ich! - krzyczy ładną angielszczyzną nasz naczelny Michał, pstrykając przy okazji zdjęcia. A do niego podchodzi policjant, który kompletnie nie panuje nad swoimi emocjami. Pcha go, rzuca się, krzyczy coś po słoweńsku, co z pewnością ma znaczyć po co robisz te zdjęcia. Zaraz go zawinie, jak nic, będzie samowola na ekstraklasa.net, bo naczelnego zabraknie. Michał spokojnie i pewnie tłumaczy, że jest fotoreporterem, co nie ma znaczenia, bo i tak pan policjant nie ma żadnego prawa go dotykać! No i pan policjant poczuł się zbity z tropu. Odwrócił się i uciekł ochłonąć. Więcej już go nie widzieliśmy. Policjanta rzecz jasna. Michał wyszedł bez szwanku.

 

 

Godzina 20:20, na stadionie
Przedziwna to sytuacja. Całkowicie przypadkowo znaleźliśmy się z Michałem na terenie stadionu!!! Nie na trybunach ale na stadionie. Próbujemy wejściem dla vip-ów - było blisko ale się nie udało. Próbujemy inaczej - też nic. Co ciekawe - próbujemy wyjść. Nie da się! Brama na kłódkę zamknięta, a ochroniarz tłumaczy, że nie ma klucza. Paradoks - uwięzieni na stadionie, niemogący wejść na trybuny. Koniec końców, jak chuligani wychodzimy - przez wyrwę w bramie.

 

Godzina 21:30, w barze, prawie na stadionie
Bar pod chmurką, w zasadzie na terenie stadionu. Piwko, regionalne przysmaki, wielki telewizor, masa Słoweńców - razem oglądamy ten mecz. Cóż za ironia - oglądać mecz w telewizji na terenie stadionu! Z każdą chwilą nasze miny robią się smutniejsze. U naszych rywali wręcz przeciwnie.

 

Godzina 22:50, przed autokarem
Czekamy, zbieramy się. Pora do domu. Czy wyprawa była nieudana? Skądże znowu. Mimo wyniku, mimo długiej podróży przed nami - było warto.

 

I w zasadzie mógłby to być koniec opowieści... Ale nie jest.


Godzina 23:15, przed autokarem
Monotonne oczekiwanie na resztę kibiców przerywa autokar, który zatrzymał się na chwilę za nami. A w nim? Jakby inaczej - rodzina przyjaciół PZPN z prezesem na czele. Tradycyjne "pozdrowienie" miesza się z dumnym pytanie do prezesa - byliśmy tu, widzieliśmy mecz, chociaż miałeś prezesie nadzieje, że nas nie będzie, "Lato, co Ty na to?" Pytanie zostaje bez odpowiedzi. Na do widzenia jakże przepełnione goryczą kibicowskie wyznanie do Grzegorza Laty: "Byłeś legendą, zostałeś sprzedają mendą".

 

Autokar odjeżdża. Ich, i godzinę później - nasz. Odjeżdżają też marzenia o przyszłorocznym mundialu.

Ekstraklasa.net

FOTO by Michał Wieczorek & Marek Iwaniszyn /Ekstraklasa.net

Wpisy (1) | Napisz co myślisz...

Wakacje na rowerze

poniedziałek, 10 sierpnia 2009 10:14

Sosnowiec, Będzin, Wojkowice, Bobrowniki, Wymysłów, Piekary Śląskie, Świerklaniec, Nakło, Tarnowskie Góry, Tworóg, Brynek, Zbrosławice, Wilkowice, Księży Las, Łubie, Kopienice, Zacharzowice, Wilkowiczki, Toszek, Słuspko, Niewierze, Pławniowice, Taciszów, Bycina, Paczyna, Pniów Miasteczko Śląskie, Ożarowice, Pyrzowice, Mierzęcice, Boguchwałowice, Siewierz, Dąbrowa Górnicza - to miasta i wioski jakie dane było mi odwiedzić w ostatnim tygodniu na rowerku. Jak było? Rewelacyjnie, a poza tym nawet nie tak męcząco, jak myślałem, że będzie.

Cel? Utwierdzić się w przekonaniu, że Polska jest najwspanialsza i nie trzeba wyjeżdżać nigdzie za granicę, żeby było fajnie. Jakie fajnie, kapitalnie! Ba, nie trzeba nawet wyjeżdżać w góry, czy na mazury. Ot, zobaczyć Polskę - tą najbliższą, w koło taką, jaka jest. Nie przekolorowaną. Z jej zaletami i wadami. Ze smagającym spocone czoło letnim wiatrem, z latającymi po łąkach bocianami, ze skaczącymi po rozgrzanym asfalcie żabami, ze złotymi polami zboża, z ludźmi mający ciekawe opowieści, wspomnienia i przeżycia, z rozsypującymi się zabytkami, zaniedbanymi starymi budowlami, z zapachami przyrody (i wsi), z urywającymi się w połowie szlakami turystycznymi, z ich złym oznakowaniem, z wytyczonymi szlakami w miejscach gdzie przejść, przejechać się nie da (no chyba, że przelecieć), z kierowcami, którzy widząc rowerzystę najchętniej by go przejechali (oczywiście, gdyby to nie prowadziło do jakiejś rysy na wozie) i wreszcie z dziurawymi jak przysłowiowy szwajcarski ser drogami.

Troszku Toszku
Bardzo zadbany zameczek. Ładna wieżyczka - wstęp za 3 złote - kapitalne widoki na okoliczne pola. Ponadto w wieży wystawa monet [a w zasadzie kopii monet] od Mieszka I po Jagiellonów. Poza tym Toszek ma inne zalety - Biedronkę i szpital psychiatryczny...

 

 

Pałac Ballestremów
Bezwzględnie największe wrażenie na Marku zrobił pałac w Pławniowicach. W położonej między Strzelcami Opolskimi a Gliwicami wiosce pruski hrabia zbudował sobie całkiem sympatyczną siedzibę. Niezawodna wikipedia podpowiada, że kosztował 386 tysięcy ówczesnych marek. Cóż, dzisiaj możemy doliczyć następnego - obecnego - turystycznego Marka [w liczbie jeden].

 

Prawie jak w Byczynie
Nie wszystkie zamki i pałace na trasie były do zwiedzenia, czy zobaczenia od środka. Ot, choćby ten w Bycinie z 1700 roku. Zarośnięte i zabite dechami na amen. Znów niezawodna wikipedia podaje, że jest remontowany od 2001 roku. Faktycznie, coś jakby tam ktoś kiedyś robił. Ale w takim tempie, to końcowego efektu ja już na pewno nie zobaczę. A szkoda. A poza tym bardzo sympatyczna wioska!

 

Pątnicy w Siewierzu
Wracając do domu odwiedziłem Siewierz i tamtejsze ruiny zamku. Była niedziela, a miasto opanowali pielgrzymi. Było gorąco, ale jakże sympatycznie. Eee, tyle! Cicho sza!

 

 

DSD:

 

 

Osioł domowy...

Mityczne zbożowe kręgi?

W Pyrzowicach były takie samoloty:

...i takie:

...ale latały tylko jedne;)

Wpisy (1) | Napisz co myślisz...

 1234  »

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 21 listopada 2009

Licznik odwiedzin: 43429

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Profil

Jaworznianin.pl

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Daj piątaka!






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Blog

Markowe miejsce;)

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 20.11.2009 10:41:42
  • autor: Ledera
  • treść: Witam

    ...









Cyferki

Odwiedziny: 43429
Wpisy
  • liczba: 20
  • komentarze: 26
Galerie
  • liczba zdjęć: 152
  • komentarze: 62
Księga gości: 60
Bloog istnieje od: 1198 dni